Bardzo ciekawy artykuł, który znalazłem dziś rano w książce Rebellion. Jest to tłumaczenie artykułu pierwotnie opublikowanego w języku angielskim w języku LWN.net.
Zasadniczo mówi o ogromnych podobieństwach, które istnieją między biotechnologia oraz rozwój oprogramowania, który w konsekwencji pozwoliłby na użycie filozofii „wolnego oprogramowania” również w rozwoju wszelkich aplikacji technologicznych, które wykorzystują systemy biologiczne i organizmy żywe lub ich pochodne do tworzenia lub modyfikowania produktów lub procesów. do określonych zastosowań.
Powszechnie uważa się, że społeczność wolnego oprogramowania wraz z otaczającym ją ekosystemem biznesowym wskazała drogę do pomyślnego, opartego na współpracy rozwoju dobra wspólnego. Byliśmy świadkami serii prób przeniesienia modelu wolnego oprogramowania na inicjatywy w innych obszarach. Bezpłatne systemy treści, których głównym elementem są witryny takie jak Wikipediaprzyjęli ten model ze znacznym sukcesem. Inne obszary, takie jak sprzęt, wciąż czekają na znalezienie drogi. Redaktor tego medium przeczytał niedawno ciekawą książkę ( Biologia to technologia, Rob Carlson), co rodzi ciekawe pytanie: czy jest miejsce na ekosystem oparty na wolnym „oprogramowaniu”, ale osadzony w procesorach biologicznych?
Główną tezą tej książki jest to, że piractwo biologiczne rozwija się w przyspieszonym tempie, stając się kolejną dyscypliną inżynierii. „Urządzenia fizyczne” powstają ze zwykłych przedmiotów, narzędzia programistyczne są coraz bardziej wyrafinowane, a poziom wiedzy wymagany do zrobienia czegoś interesującego gwałtownie spada. Coroczny konkurs Międzynarodowa maszyna skonstruowana genetyczniektórych celem jest między innymi zwiększenie liczby dostępnych „pierwiastków biologicznych”, otrzymuje wysoko oceniane prace, przygotowane przez uczniów szkół średnich. Ilość piractwa biosubstratu szybko rośnie… i będzie nadal rosnąć.
Dawki kreatywności, które docenimy w tej dziedzinie, budzą pewność siebie i jednocześnie manifestują panikę. Biopiractwo ma potencjał, aby zmienić opiekę zdrowotną, rozwiązać problemy energetyczne, złagodzić zmiany klimatyczne i wiele więcej. Ale może również siać dewastację środowiska i zachęcać do przerażających ataków, zarówno ze strony jednostek, jak i rządów. Carlson zdecydowanie opowiada się za otwartością jako najlepszą polityką dotyczącą tej technologii. Twierdzi, że tylko poprzez otwartość możemy zbudować taką gospodarkę, jakiej potrzebujemy, aby jak najlepiej wykorzystać tę technologię, jednocześnie rozumiejąc, co robią inni, i broniąc się przed błędami i nadużyciami. Próba utrzymania technologii w tajemnicy nigdy nie działa. Wydawca tego sklepu mógłby porównać próby ograniczenia biotechnologii do oficjalnych starań pokolenia temu, aby ograniczyć technologię szyfrowania.
Jednak otwartość oznacza nie tylko wolność od ingerencji regulacyjnej; Carlson spędza dużo czasu na badaniu możliwości stworzenia skutecznego ekosystemu biznesowego opartego na modelu open source. Z abstrakcyjnego poziomu pomysł jest przekonujący: nietrudno zrozumieć, że programowanie nukleotydów jest zasadniczo tym samym zadaniem, co programowanie bitowe. Nukleotyd jest zdolny do kodowania dwóch bitów zamiast jednego; a podstawowy procesor jest mniejszy, wilgotny i pachnie, ale nadal jest to program. Ponieważ narzędzia do pracy z DNA przyjmują orientację komputerową - szybko stają się mniejsze, tańsze i potężniejsze - wiele można powiedzieć o tworzeniu bibliotek bez licencji opartych na programach genetycznych opracowanych w piwnicach. i prywatne garaże.
Jest kilka projektów, które właśnie to robią. Plik Fundacja BioBricks pracuje nad stworzeniem zestawu swobodnie dostępnych składników biologicznych. Inna inicjatywa to Biologiczne otwarte oprogramowanie, odpowiednio w skrócie BiOS. Te przedsięwzięcia wyglądają obiecująco, ale pojawia się drażliwy problem, z którym czytelnicy LWN będą już zaznajomieni.
Ten problem dotyczy oczywiście patentów. Obecnie w Stanach Zjednoczonych i innych krajach sekwencje genetyczne można opatentować, tak aby firmy z sektora gromadziły ich jak najwięcej. Sytuacja szybko zbliża się do punktu, w którym trudno jest pracować w biotechnologii z komercyjnego punktu widzenia bez napotkania patentów stron trzecich; patenty, które często obejmują podstawowe zjawiska naturalne. Carlson opowiada ciekawą historię: wydaje się, że branża motoryzacyjna i lotnicza już napotkała ten problem i w obu przypadkach okazało się, że firmy nie mogą nic zrobić, ponieważ zawsze spierały się o patenty. Rząd interweniował w Stanach Zjednoczonych w obu obszarach i wymusił utworzenie puli patentów, aby firmy przestały pozywać się nawzajem i zaczęły znowu robić ciekawe rzeczy z technologią.
Grupy patentów (podobnie jak patenty w ogóle) faworyzują duże, ugruntowane firmy nad małymi. Ale to te małe, z których pochodzi większość innowacji w dowolnej dziedzinie. Carlson martwi się, że Stany Zjednoczone zmierzają w stronę sytuacji, w której najskromniejsze firmy nie mogą sobie pozwolić na istnienie, a innowacje są duszone. Podejście open source do biotechnologii mogłoby właśnie zaoferować wyjście z tej sytuacji.
Jednak pomimo podobieństwa do oprogramowania, praca w tej dziedzinie z otwartym kodem źródłowym będzie trudna. Oprogramowanie jest chronione prawami własności intelektualnej na całym świecie; Ułatwia to korzystanie z systemu autoryzacji praw w celu ustanowienia systemu prawnego, w którego tworzeniu ludzie (i firmy) czują się zainteresowani. Sekwencje genetyczne nie są objęte tego typu ochroną, więc patenty są jedyną drogą dla każdego, kto odczuwa potrzebę uzyskania pewnego stopnia kontroli nad sposobem wykorzystania odkrycia. Można ustanowić mechanizm autoryzacji patentowej typu copyleft, ale jest on mniej praktyczny, aw każdym razie wysoki koszt uzyskania patentu stanowi przeszkodę dla nieistniejącego dostępu na terytorium do zezwoleń opartych na prawach własności intelektualnej . Samotni biologiczni piraci pracujący w garażach nie będą współpracować ze społecznością opartą na systemie patentowym.
W konsekwencji różnic między środowiskami prawnymi, próby stworzenia systemów podobnych do open source w dziedzinie biotechnologii muszą zawierać umowy na warunkach innych niż stosowane przez społeczność oprogramowania. BioBricks musi znajdować się w domenie publicznej; on projekt umowy publicznej BioBrick (umowa o współpracy, a nie mechanizm zarządzania autoryzacjami) wymaga od współpracujących partnerów złożenia „nieodwołalnej obietnicy, że nie będą wykonywać żadnych praw własności intelektualnej jako współpracownik wobec użytkowników przekazanych materiałów”. Z drugiej strony BiOS jest bardziej zorganizowany jako zbiór patentów, do którego dołączenie wymaga wniesienia opłaty. Carlson nie uważa żadnego z tych podejść za idealne, ale przyznaje również, że nie może wymyślić lepszego pomysłu.
Ostatecznie potrzebny może być nowy i specyficzny reżim prawny dotyczący odkryć biologicznych. Jak podkreśla Carlson, ani patenty, ani prawa własności intelektualnej nie są wyraźnie wymienione w Konstytucji Stanów Zjednoczonych; są tworami legislacyjnymi. Być może pewnego dnia jakaś bardziej oświecona izba ustawodawcza niż ta, która rządzi nami dzisiaj, znajdzie sposób na zachęcenie do rozwoju otwartej biotechnologii, która działa na wszystkich poziomach. Ciekawie będzie sprawdzić, czy plik niedawny wyrok Federalnego Sądu Pierwszej Instancji (sądu okręgowego Stanów Zjednoczonych) która odrzuca patenty genetyczne, rodzi cenne myśli w tym kierunku.
Nie trzeba być pisarzem spekulatywnym, aby wyobrazić sobie świat, w którym wolność używania, modyfikowania i rozpowszechniania kodów biologicznych jest (przynajmniej) tak samo ważna, jak inne swobody mające zastosowanie do oprogramowania hostowanego na krzemie. W każdym razie nie wydaje się, abyśmy budowali świat, który kontempluje tego rodzaju wolności; nie mamy nawet dobrego pojęcia, jak będzie wyglądał świat. Najwyraźniej w branży biotechnologicznej brakuje osobowości, które mogłyby odegrać rolę Richarda Stallmansa, Linusa Torvalda i wielu innych osób, które pomogły sprawić, by wolne oprogramowanie działało.
źródło: https://lwn.net/Articles/381091/, tłumaczenie Ricardo García Pereza dla Rebelión